Bytowiak z krwi i kości (i pochodzenia)


Sylwester Pięta

Dziadek - Kresowiak, babcia - Rosjanka, dziadkowie z drugiej strony - Kaszubi z krwi i kości. W skrócie mówiąc: człowiek wielu kultur. Sam o sobie mówi, że jest typowym bytowiakiem. Obie definicje pasują do siebie jak ulał. Przedstawiamy Wojciecha Juszkiewicza.

bytowiak z krwi i kosciPrzypadek. To on sprawił, że Wojciech Juszkiewicz urodził się w Bytowie. - Gdyby nie przypadek kto wie, czy dzisiaj nie mieszkałbym na Dolnym Śląsku albo w innej części Polski - mówi mężczyzna, zaczynając opowiadać historię swojej rodziny. Jego dziadek urodził się w Oszmianie - dzisiaj to pogranicze białorusko-litewskie. Przed II wojną światową miejscowość ta leżała w należącym do II Rzeczypospolitej województwie wileńskim. Babcia urodziła się 500 km stamtąd, niedaleko Smoleńska, w Rosji. Poznali się w czasie wojny pod Dreznem, gdzie na roboty przymusowe wywożono Polaków i Rosjan. Po zakończeniu działań wojennych razem wrócili do Oszmiany. - To był czas po konferencji poczdamskiej - Oszmiana przestała należeć do Polski. Dziadek nie chciał tam mieszkać. Wsiadł więc w 1947 roku do pociągu i wyruszył wspólnie z rodziną w nieznane - opowiada W. Juszkiewicz. Część wagonów skierowano wtedy na północ Polski, m.in. na zachodnie Kaszuby, a część na Dolny Śląsk. - Wiele razy myślałem, jak często w tamtych latach o życiu całych rodzin decydował przypadek. Gdybym ja i bliscy wsiedli do innego wagonu, nawet w tym samym składzie, mieszkalibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu, jak choćby brat mojego dziadka - zwraca uwagę W. Juszkiewicz.

Jednak los rzucił jego dziadków do Bytowa. Nie sądzili, że osiądą w naszym mieście na stałe. Panowała tymczasowość. Wielu było święcie przekonanych o rychłym wybuchu III wojny światowej. - Pradziadek, który również przyjechał do Bytowa, uważał tak samo. Sądził, że Oszmiana ponownie należeć będzie do Polski, a on tam wróci. Jednak nigdy jej już nie ujrzał - mówi W. Juszkiewicz. Pradziadek Stanisław zmarł w 1952 roku. Jego syn ani myślał wyprowadzać się z Bytowa. To tu chciał założyć rodzinę. Nie bez znaczenia był poziom cywilizacyjny Bytowa. Dzisiejsze Kresy pozostawały daleko w tyle za kaszubskim miastem, w którym nawet pomimo wojennych zniszczeń pozostało wiele wybudowanej przez Niemców infrastruktury, np. gazownia czy wodociągi.

Mniej skomplikowana jest historia dziadków ze strony mamy. Nie musieli pokonywać tysięcy kilometrów, aby osiąść w Bytowie. - To typowi Kaszubi, którzy trafili do naszego miasta spod Chojnic. W ich domu mówiło się tylko po kaszubsku - wspomina W. Juszkiewicz. To ta historyczna mieszanka sprawiła, że mówi o sobie - typowy bytowiak. - Część rodziny to repatrianci ze wschodu, część to rodowici Kaszubi, czyli mieszanka typowo bytowska - wyjaśnia.

bytowiak z krwi i kosciDziś związek Kaszubki z chłopakiem pochodzenia ukraińskiego nie jest w Bytowie niczym dziwnym. Inaczej sprawa wyglądała kilkadziesiąt lat temu. - Ukraińcy początkowo trzymali się ze sobą, Kaszubi ze sobą. To były zupełnie obce sobie kultury. Moim dziadkom ze wschodu bliżsi byli ludzie z Litwy, Podola, Ukrainy czy Rosji. Dopiero z biegiem lat zaczęło się to zmieniać. W rodzinie do dzisiaj krąży anegdota, jak to dziadek Kresowiak zaczął w pewnym momencie mówić po kaszubsku, bo tak wiele czasu spędzał z Kaszubami - żartuje W. Juszkiewicz.

Zwyczaje w domu W. Juszkiewicza to również swoista mieszanka. Jak mówi, robi to, co wpoili mu rodzice - szanuje rodzinne tradycje. - Wiem, że dla dziadka ich kultywowanie było bardzo ważne. Różnice pozostawały widoczne nawet wiele lat po jego śmierci, szczególnie w czasie świąt - opowiada W. Juszkiewicz. Kaszubscy dziadkowie święta obchodzili skromnie. Na Wielkanoc nie malowano jaj, na Boże Narodzenie na stole stawiano mniej wystawne potrawy. Zupełnie inaczej było gdy zaglądali do dziadków Kresowiaków. Święta obchodzili z rozmachem, na stole pojawiało się więcej potraw, oczywiście także ze wschodu, w tym kutia, kisiele, pierogi, racuchy. Wiele z tego do dzisiaj zachowano w domu pana Wojciecha. - Z obu kultur staram się wyciągać to, co najlepsze. Na bożonarodzeniowym stole nie brakuje ani kaszubskich śledzi, ani litewskiego chleba. Są zarówno pieczone bliny, jak i tutejszy bigos - wylicza. Tradycja to jednak nie tylko kulinaria. - Pamiętam z dzieciństwa kilka wielkanocnych zabaw, jak choćby kaczanie jajek, czyli toczenie ich na odległość. Były także bitki na jajka, a więc uderzanie jednego o drugie. Wygrywał ten, którego jajko zostało całe. Moje dzieci do dzisiaj chętnie się tak bawią - zapewnia W. Juszkiewicz.

bytowiak z krwi i kosciWschodnie korzenie dają o sobie znać nie tylko w czasie świąt. Na co dzień w jego domu rozbrzmiewa głównie wschodni folk. - W XX wieku powstało wiele nowych gatunków muzyki, które nie mają żadnego umocowania w historii. Po prostu są. O folku nie można tego powiedzieć. Ta muzyka niesie ze sobą wielowiekowe przesłanie, opowiada historię, jest kontynuacją doświadczeń wielu pokoleń. To najprzyjemniejszy i najprostszy sposób na obcowanie z wartościami, które wpoili mi rodzice i dziadkowie - podkreśla.

Mimo że kultywowanie rodzinnych tradycji stanowi ważną część jego życia, W. Juszkiewicz stara się unikać słowa kultywowanie. - Ma taki bardzo patetyczny wydźwięk. Gdy je słyszę zawsze odnoszę wrażenie, jakby tradycja mojej rodziny była czymś podniosłym, a mnie zmuszano do pamięci o niej. A tak nie jest. Nie dorabiam do tego żadnej ideologii. Po prostu robię to, czego nauczono mnie w domu - zaznacza W. Juszkiewicz. Przyznaje jednak, że pochodzenie wiele mu w życiu dało. - Znajomość dwóch kultur jest olbrzymim bogactwem, nauczyła mnie szacunku i tolerancji do innych - podkreśla.

Według W. Juszkiewicza z tego samego bogactwa czerpie również sam Bytów, w którym żyje wiele rodzin o losach zbliżonych do jego własnej. - Osoby, dla których w domu naturalne jest obcowanie z wielokulturowością, zarażają takim podejściem innych. Tolerancja w Bytowie jest po prostu zaraźliwa!

 

Przepisy

Bliny:
2 szklanki mąki pszennej zalać 500 ml maślanki, dodać 1 jajko, szczyptę soli oczyszczonej, zwykłą sól, pieprz. Z tych składników należy ulepić ciasto i usmażyć na patelni posmarowanej wcześniej odrobiną słoniny. Gdy ciasto z jednej strony się usmaży, należy przewrócić je na drugą. Bliny podaje się na słodko, maczając w dżemie lub miodzie.

Chleb litewski:
Chleb razowy pokroić na ćwiartki, usmażyć je na oleju, po podsmażeniu posmarować masłem i posypać rozdrobnionym siemieniem lnianym.