Nieco wprowadzenia, czyli o wielokulturowości po bytowsku…


Cezary Obracht-Prondzyński

Wielokulturowość to temat modny! Piszą o nim publicyści, kłócą się o niego politycy, badają naukowcy… Słowo to stało się jednym z „zaklęć” współczesnego dyskursu publicznego, a jednocześnie jest ono elementem bardzo istotnym w procesie budowania nowych tożsamości społeczności lokalnych czy też regionalnych. Dotyczy to szczególnie miejsc, gdzie przekształcenia ludnościowe w minionych dekadach były gwałtowne, dramatyczne, i którym często towarzyszyły wydarzenia takie jak wojny, wysiedlenia, wywózki, ucieczki, czystki etniczne… Do tego można dodać jeszcze wzmożone procesy e- i imigracji. 

Ziemia bytowska – i szerzej cały ten zakątek pomorskiego pogranicza, który ją otacza – z całą pewnością doświadczyła takich właśnie przekształceń ludnościowych w XX wieku. Ale przecież współczesne, wielokulturowe oblicze tej części Pomorza wcale nie jest efektem wyłącznie tego, co się wydarzyło w ostatnim stuleciu. Uwarunkowania są bowiem dużo starsze.

Pamiętać przede wszystkim należy, że choć ziemia bytowska dzieliła losy całego Pomorza, to jednocześnie zawsze zachowywała swoją specyfikę, odrębność. Być może zresztą na tym właśnie polega atrakcyjność jej dziejów i kultury? Można bowiem powiedzieć, że był to teren swoistego „wewnętrznego pogranicza”, ponieważ niemal od zarania pomorskich dziejów ziemia bytowska rozgraniczała tereny Pomorza Zachodniego (jak mówili Kaszubi: Pomorski), od Pomorza Gdańskiego (Nadwiślańskiego). Granica istniejąca między tymi częściami Pomorza jest jedną z najtrwalszych w Europie. W ciągu setek lat utrwaliły się tu podziały kościelne (granice diecezji) oraz administracyjne (granice prowincji, regencji, województw, nawet państw). Jeszcze dziś widać ich ślady, nie tylko materialne, do których należą zagubione pokrzyżackie kamienie graniczne lub też stojące w szczerym polu albo w głuszy leśnej murowane i drewniane budynki dawnych niemieckich i polskich posterunków celnych i granicznych z okresu międzywojennego (czasami są to całe osiedla). Ważniejsze jest to, że ta wewnątrzpomorska granica żyje w świadomości i pamięci zbiorowej obecnych i byłych mieszkańców ziemi bytowskiej. Powszechnie np. wiadomo, którędy przebiegała granica z okresu międzywojennego między Polską a Niemcami, choć czasami trudno wskazać dokładną jej lokalizację. Ale że była, to ciągle wraca w potocznych rozmowach. Dotyczy to także byłych niemieckich mieszkańców tej ziemi, którzy opuścili ją przed, lub tuż po 1945 roku. Dla nich pozostaje ona nadal silnie uświadamianą linią demarkacyjną, oddzielającą „Provinz Pommern” od Prus Zachodnich; Pomorze „niemieckie” od Pomorza „polskiego”. Ale co ciekawe, żyje ona i funkcjonuje w świadomości także obecnych mieszkańców, choć jest przez nich traktowana bardziej jako ciekawostka turystyczna. 

Będąc usytuowaną pośrodku Pomorza ziemia bytowska przynależy jednocześnie do historii i zachodniej, i wschodniej części naszego regionu, ale przy tym znacząco się od nich różni, zachowuje swoją specyfikę – ekonomiczną, społeczną, prawno-ustrojową, etniczną i religijną. Jednym słowem posiada własne oblicze kulturowe, którego cechą charakterystyczną i historycznie, i współcześnie była wielokulturowość zamieszkującej tu społeczności. Tu, na historycznym pomorskim pograniczu, przez stulecia żyli obok siebie, ze sobą, a czasami także przeciw sobie, ludzie o różnych językach, wyznaniu, mentalności, sposobie patrzenia na świat, o różnym poziomie kulturalnym i cywilizacyjnym. W tym wielokulturowym, wieloetnicznym, wielojęzykowym i wieloreligijnym świecie inaczej kształtowała się świadomość społeczna i tożsamość jednostek. Tu nikt nie mógł uniknąć kontaktu z „innym”. Od najmłodszych lat było wiadomo, że ci „inni” żyją obok nas. 

Jest to również efektem tego, że rządzili tu różni. Bywało tak, że w ciągu kilkudziesięciu lat władza zmieniała się kilkakrotnie! Sprawowali ją tu książęta zachodniopomorscy z dynastii Gryfitów, Krzyżacy, elektorzy brandenburscy, Szwedzi, Rzeczpospolita, Niemcy… Każda władza realizowała własną politykę ekonomiczną, społeczną, wyznaniową, edukacyjną… Każda podejmowała działania zmierzające do ukształtowania stosunków ludnościowych zgodnie ze swoim interesem. Społeczność bytowska była jednak w tych działaniach przedmiotem, płacąc często bardzo wysoką cenę za chęci realizacji własnych interesów przez kolejne państwa… Wyjątkowy pod tym względem był wiek XX, który przyniósł dwie wojny światowe, ukształtowanie się nowych granic, masową eksterminację, ucieczki i wysiedlenia, trwające przez wiele lat ruchy migracyjne… Można powiedzieć, że w konsekwencji społeczność bytowska z lat 90. XX wieku w niczym nie przypominała tej, która mieszkała tu u progu tego stulecia – ani językowo, ani religijnie, ani narodowościowo, nie mówiąc już ekonomicznie. 

Ostatnia wojna przyniosła niemal całkowitą wymianę ludności. Ale tylko „niemal całkowitą”, bo tym, co przesądza o specyfice ziemi bytowskiej jest fakt, że przetrwała tu społeczność kaszubska, czująca się gospodarzem tej ziemi. 

Patrząc historycznie można powiedzieć, że niewątpliwie Kaszubi byli tu jedynym stałym elementem osadniczym (i kulturowym) w całym okresie dziejowym. Inni na ten teren przybywali (dobrowolnie lub pod przymusem), byli osiedlani jako koloniści, osadnicy, wygnańcy… Byli też stąd wysiedlani, wypędzani, albo też dobrowolnie wyjeżdżali. Jednym słowem: przychodzili i odchodzili. Byli, ale przemijali. Kaszubi zaś trwali. Co przecież jednak nie oznacza, że nie było tu ruchów migracyjnych, w których nie braliby udziału. Wręcz przeciwnie – ziemia bytowska jest naznaczona i w dalekiej przeszłości, i całkiem współcześnie wędrówkami kaszubskimi. Zawsze jednak… ktoś zostawał, a wsie się nie wyludniały. Dlatego też hasło widniejące na bytowskim pomniku: Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy w tym przypadku ma znaczenie bynajmniej nie tylko metaforyczne. 

Pograniczne usytuowanie ziemi bytowskiej miało jednak swoje konsekwencje, choćby takie, że miejscowi Kaszubi nie podzielili losów swoich pobratymców z pozostałych części Pomorza Zachodniego, którzy ulegli całkowitej germanizacji. Ziemia bytowska przez stulecia charakteryzowała się specyficzną strukturą społeczno-ekonomiczną (uwarunkowaną przyrodniczo), zachowywała odrębności ustrojowe, które z kolei wpływały na relacje międzygrupowe i stosunki etniczne. Istotnym jest także to, że mieszkańcy tej ziemi, w tym także Kaszubi, byli podzieleni religijnie na część ewangelicką i katolicką. I tylko katoliccy Kaszubi przetrwali, choć równie dobrze mogło się stać tak, że i oni ulegli by całkowitej germanizacji. Kiedy się spojrzy na wydarzenia z pierwszej połowy XX wieku, gdy uwzględni się gwałtownie zachodzące procesy asymilacji, szczególnie w młodym pokoleniu, gdy weźmie się pod uwagę presję polityczną wywieraną przez nacjonalistyczne i totalitarne państwo niemieckie, gdy uwzględni się trudną sytuację ekonomiczną, odgraniczenie granicą państwową od kaszubskich pobratymców na Pomorzu Gdańskim, optację, czyli wymianę ludności po 1920 roku, emigrację i wysiedlenia z okresu wojny i powojnia, gdy weźmie się pod uwagę słabość lokalnych elit i często ich kompletny brak znajomości specyfiki sytuacji na bytowskim pograniczu, to fakt, że Kaszubi tu jednak przetrwali zakrawa na jakiś (społeczny) cud! Wszystkie bowiem okoliczności sprzęgły się, aby ostatecznie żywioł kaszubski na terenie ziemi bytowskiej zaniknął. A jednak nie – kilkutysięczna grupa Kaszubów przetrwała mimo wszystkich przeciwieństw! I właśnie to wyróżniało ziemię bytowską spośród innych powiatów zachodniopomorskich! 

Co więcej – po wojnie lokalna społeczność kaszubska została zasilona znaczącą migracją przygraniczną Kaszubów z okolicznych powiatów, które przed wojną należały do Polski. W tym sensie można powiedzieć, że Kaszubi wzięli „odwet na historii”. Ale jednocześnie, dramatyczne doświadczenia w okresie PRL-u – opresja polityczna i trudna sytuacja ekonomiczna – spowodowały, że znaczna część Kaszubów bytowskich wyjechała do Niemiec albo też przystąpiła w późniejszym okresie do mniejszości niemieckiej. To wymowny przykład tego, że etniczność jest kontekstowa, że tożsamości na pograniczu są płynne, labilne, zmienne… Ten fakt płynności deklaracji bywał (i jest nadal) krytykowany, a najczęściej nierozumiany. Ale jeśli przyjrzeć się dziejom społeczności kaszubskiej na tym terenie przestanie on dziwić. To nie jest sytuacja nadzwyczajna. Co więcej – dzięki takim właśnie umiejętnościom dostosowawczym Kaszubom udało się tu przetrwać. Mimo warunków, które bywały nader niesprzyjające. 

Oczywiście, zmiany dotykały nie tylko społeczność kaszubską. Inne wspólnoty doświadczyły ich często o wiele dramatyczniej. Oto po społeczności żydowskiej (co prawda przed wojną bardzo nielicznej) pozostały w Bytowie i okolicy wyłącznie niewielkie ślady materialne, które dopiero w ostatnich latach stają się przedmiotem zainteresowania i ochrony. Pamięć społeczna jest jeszcze bardziej ułomna, stąd dopiero od niedawna pojawiające się inicjatywy upowszechnienia wiedzy o żydowskiej przeszłości ziemi bytowskiej.

Nie ma już właściwie niemieckiej społeczności ewangelickiej, która przecież przez setki lat była na tym terenie dominującą grupą pod każdym względem. Pozostały po niej opuszczone cmentarze (zachowały się nieliczne), świątynie, służące nowym kościołom, a czasami dopiero w ostatnich latach rewitalizowane, oraz przebijająca się coraz śmielej do społecznej świadomości pamięć o wkładzie tej ludności w dzieje Bytowa i okolicy. Sprzyja temu z pewnością fakt, że nadal są tu niewielkie grupki identyfikujące się z dawną niemiecką tradycją pomorską (jednak już nie ewangelicką).

Dzisiejsze oblicze kulturowe ziemi bytowskiej kształtują mieszkańcy, którzy napłynęli tu po wojnie z różnych zakątków ziem polskich. Przybywali oni dobrowolnie, w poszukiwaniu nowego, lepszego miejsca do życia, jak i pod przymusem, wygnani ze swych dawnych ziem zrządzeniem historycznych wydarzeń i decyzji mocarstw (repatrianci z Kresów oraz Ukraińcy). Przybywali indywidualnie i grupowo. Przybywali na krótko (choćby po to, aby coś wyszabrować), ale i na całe życie.

Właśnie w wyniku tych ruchów ludnościowych, wywołanych dramatycznymi wydarzeniami historycznymi, dzisiejsza ziemia bytowska jest tak kulturowo odmienna od tego, co było tu przed 1939 r. Co więcej – procesy przekształceń ludnościowych, wywołane choćby migracjami, cały czas trwają. W efekcie jest to obszar także wewnętrznie mocno zróżnicowany. Można powiedzieć, że niemal każda wieś, nie mówiąc już o gminach, jest odmienna, specyficzna, wyjątkowa… Inaczej jest przecież w tych, które przed 1939 rokiem należały do Polski, czyli w Lipnicy i Parchowie. Mają one typowy kaszubski charakter, ludność jest tu osiadła od pokoleń, napływ nowych mieszkańców nie był zbyt gwałtowny i nie prowadził do zaburzenia ich charakteru kulturowego. Z drugiej jednak strony one także różnią się między sobą. Lipnica to Gochy, z silnie ukształtowaną lokalną tożsamością, odrębną świadomością historyczną, przywiązaniem do tradycji drobnoszlacheckich itd. Zaś Parchowo to część dawnego powiatu kartuskiego i częściowo kościerskiego. 

Większość jednak gmin podbytowskich, łącznie z samym miastem, do 1945 roku znajdowały się w granicach Niemiec. Ale i one nie są bynajmniej jednorodne. Są wśród nich bowiem takie, w których przetrwał w miarę silny żywioł kaszubski (Studzienice, Tuchomie oraz częściowo Czarna Dąbrówka i gmina Bytów). Na ten teren w pierwszym okresie po zakończeniu wojny napłynęło sporo Kaszubów mieszkających do tej pory tuż za granicą, wzmacniając tym samym społeczność kaszubską, choć różnice między „naszłimi” a autochtonami utrzymywały się dość długo. Ich wyrazem w jakiejś mierze była także masowa emigracja, głównie autochtonów, w latach 70. i 80. do RFN. 

Obok tego są gminy typowo „postmigracyjne”, gdzie występuje ogromna mieszanka ludnościowa wytworzona w wyniku przesunięć granic po II wojnie światowej (Borzytuchom, gmina Bytów,  Kołczygłowy).

Należy więc pamiętać, że na tym terenie każda gmina, niemal każda wieś ma inną strukturę społeczną, skład etniczny i profil kulturowy. I to właśnie przesądza o bogactwie i różnorodności tej ziemi.

Dziś ukształtowało się tu już nowe społeczeństwo – ciągle różnorodne, ale budujące wspólną tożsamość, zakochane w swojej ziemi, przywiązane do jej historii, dumne z jej piękna, wyjątkowej urody, wspaniałych zasobów środowiska przyrodniczego i krajobrazu kulturowego, chcące się nimi pochwalić przed światem, a jednocześnie chronić przed zniszczeniem.


Warning: ksort() expects parameter 1 to be array, integer given in /users/kultury4/home/www/core/components/wayfinder/wayfinder.class.php on line 121

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /users/kultury4/home/www/core/components/wayfinder/wayfinder.class.php on line 190