Kaszubi na ziemi bytowskiej, czyli o trudnym trwaniu na pomorskim pograniczu


Kaszubskie początki na Pomorzu, w tym także ziemi bytowskiej giną w mrokach dziejów. Przyjmuje się, że osadnictwo na tym terenie zapoczątkowane zostało między VII a VIII wiekiem, ale… wiele pewnego nie da się o tym powiedzieć z braku lub znikomości źródeł. W późniejszym okresie ta część Pomorza była stałym obiektem zabiegów książąt piastowskich, chcących rozszerzyć swoje władztwo na północy. Wiek X i XI to sekwencja zabiegów dyplomatycznych przeplatanych wojnami, akcji misyjnych wywołujących reakcje pogańskie, tworzenia struktur kościelnych i oporu wobec nich, ewolucji systemu władzy, gdzie rywalizowały czynniki wewnętrzne, plemienne z władzą narzucaną z zewnątrz, rozwoju sieci komunikacyjnej i nowych akcji osadniczych (założenie Gdańska)… To czas gwałtownych przekształceń politycznych, ekonomicznych, religijnych… Ostatecznie przyjmuje się, że momentem przełomowym było opanowanie całego Pomorza przez księcia Bolesława Krzywoustego, między 1105 a 1116 rokiem. W wyniku tegoż po utworzeniu nowego biskupstwa w Wolinie, a następnie w Kamieniu ziemia bytowska znalazła się w jego granicach. 

Już ten pierwszy okres świadczy o „przejściowym” charakterze ziemi bytowskiej. Ulokowana była wtedy między ośrodkiem władzy w Gdańsku a tworzącymi się strukturami władzy na Pomorzu Zachodnim i Środkowym (słupsko-sławieńskim). Kiedy księstwo sławieńsko-słupskie zostało w latach 1217-1238 podporządkowane władzy książęcej w Gdańsku, wraz z nim także Bytów znalazł się w politycznej orbicie miasta nad Motławą. Było tak aż do wygaśnięcia władzy książąt gdańskich wraz ze śmiercią Mestwina II w 1294 r. Po tej śmierci nastąpił okres ponad 30 lat zamieszania politycznego, kiedy to kolejno władzę nad Pomorzem sprawowali: książę wielkopolski i król Polski Przemysł II, książę Władysław Łokietek, królowie czescy Wacław II i Wacław III. Ten okres politycznego chaosu i zawirowań okazał się brzemienny dla dalszych dziejów Pomorza, w tym także dla ziemi bytowskiej. Do rywalizacji o środkową i wschodnią część Pomorza włączają się książęta z zachodniej jego części, Brandenburczycy, a w konsekwencji także Krzyżacy.

Pierwsza połowa wieku XIV okazała się być przełomowa. Najpierw w latach 1306-07 słupsko-sławieńska część Pomorza została zagarnięta przez Brandenburczyków, którzy latem 1308 roku zaatakowali Pomorze Gdańskie. Aby się przed nimi obronić sędzia gdański Bogusza wzywa na pomoc Krzyżaków. Ci jednak, jak powszechnie wiadomo, nawet nie zamyślali opuszczać Pomorza Gdańskiego po wypędzeniu stąd wojsk brandenburskich. W rękach tych ostatnich pozostała jednak ziemia słupska, sławieńska i bytowska. Tym sposobem dawne księstwo gdańskie zostało w 1309 roku podzielone. 

Stan taki nie trwał jednak długo. Brandenburczycy władzę nad Bytowem sprawowali do 1316 roku. W roku następnym margrabia Waldemar przekazał ziemie bytowską, sławieńską, słupską i darłowską książętom wołogojskim Warcisławowi IV i Bogusławowi IV. Władza książęca była tu jednak bardzo krótkotrwała, bowiem już w 1321 r. gród bytowski podarowany został marszałkowi jego dworu Henningowi Behrowi. Ten z kolei (lub jego spadkobiercy) sprzedał go w listopadzie 1329 roku Krzyżakom.

Jak widać ledwie w okresie czterech dekad władza państwowa nad ziemią bytowską zmieniała się pięciokrotnie, a Bytów znajdował się naprzemiennie w kręgu oddziaływania zachodniopomorskich i nadwiślańskich ośrodków władzy.

Jak się te zawirowania polityczne oraz toczone wojny przekładały na sytuację miejscowej ludności? Przede wszystkim pamiętać należy, że ta nasza część Pomorza była obszarem peryferyjnym, ubogim, słabo zaludnionym, pozbawionym większych kompleksów własności rycerskiej (wynikało to ze słabości gleb). Ale z drugiej strony właśnie ta peryferyjność, rozdrobnienie własności ziemskiej z dominacją drobnego rycerstwa, niska atrakcyjność osadnicza i niesprzyjające warunki glebowe przyczyniły się w konsekwencji do lepszego zachowania miejscowego elementu kaszubskiego. 

Dopiero w ramach państwa krzyżackiego ziemia bytowska zyskała na znaczeniu, a to z racji położenia – była ona najdalej na zachód wysuniętą częścią nowego państwa. Dlatego też Krzyżacy postanowili usadowić się tu na dłużej. Miało to skutki przede wszystkim dla samego miasta, któremu 12 lipca 1346 r. nadano przywilej lokacyjny na tzw. prawie chełmińskim. O samych mieszkańcach miasta niewiele da się powiedzieć, ale jedno jest pewne – żywioł słowiański (kaszubski) odgrywał w nim coraz mniejszą rolę. Świadczyć o tym może choćby fakt, że zasadźcami nowego miasta byli dwaj sołtysi pochodzenia niemieckiego: Hans Beschorn i Johann Grote. Żywioł niemiecki dominował także we władzach miejskich. Z czasem Bytów, leżąc na szlaku handlowym ze Słupska do Wielkopolski, zaczął się rozwijać, osiągając ok. 1000 mieszkańców. Najważniejsza była jednak jego funkcja militarna, a najpoważniejszym przedsięwzięciem Krzyżaków budowa w latach 1398-1405 nowego zamku w Bytowie. Jego załoga także przyczyniała się do kształtowania oblicza etniczno-kulturowego miasta.

Inaczej niż w mieście było na wsi bytowskiej. Joachim Zdrenka pisał w monografii dziejów miasta: „Ziemia bytowska uważana była za najuboższy region państwa krzyżackiego. Przyczyną tego było przede wszystkim jej peryferyjne położenie oraz mało urodzajne gleby, które nie sprzyjały rozwojowi rolnictwa. Ta niewielka atrakcyjność gospodarcza była przyczyną niezbyt dużego zainteresowania Krzyżaków rozwojem gospodarczym tego regionu. W związku z tym nie tylko nie dążyli do wyparcia stąd rodzimej ludności kaszubskiej, by zastąpić ją osadnikami niemieckimi, ale właśnie na niej oparli proces przenoszenia wsi z dawnego prawa polskiego na prawo niemieckie”. Zakon był właścicielem ponad połowy wiosek na ziemi bytowskiej (przejął dawną własność książęcą) i mógł dość swobodnie realizować swoją politykę osadniczą. Nadal jednak znaczna część ziemi pozostała w rękach drobnego, kaszubskiego rycerstwa. Z czasem grupa ta się podzieliła. Część z nich, utrzymując swój status ekonomiczny, który pozwalał na pełnienie służby wojskowej, weszła w skład rycerstwa, z którego wywodziła się znana, barwna i wręcz anegdotyczna kategoria kaszubskich panków. Ci zaś, którzy się spauperyzowali w wyniku kolejnych podziałów własności rodzinnej, spadli do kategorii wolnej lub półwolnej ludności chłopskiej.

Ukształtowanie się takiej właśnie struktury społecznej z liczną i ubogą kategorią wolnych, drobnych rycerzy, przywiązanych do swojego statusu, miało zasadnicze znaczenie dla trwania żywiołu kaszubskiego na ziemi bytowskiej. Struktura ta też wyróżniała ziemię bytowską w ramach całego państwa zachodniopomorskiego, do którego została ona włączona w wyniku wojen Polski z zakonem krzyżackim (1410-1411 oraz 1454-1466) jako lenno (1526). 

Oprócz słabości ekonomicznej bytowskiej szlachty o rodowodzie kaszubskim (poza nielicznymi przypadkami, takimi jak rodziny Pomyskich z Pomyska Wielkiego i Ząbinowic oraz Ossowskich, właścicieli Jasienia i lęborskiego Osowa), drugim czynnikiem przesądzającym o specyfice tej ziemi była odrębność prawno-ustrojowa. Obowiązywało tu od czasów krzyżackich prawo chełmińskie, którego nie uznawano w Księstwie Pomorskim. 

Był jednak także czynnik, który okazał się być decydujący dla losów Kaszubów w całej zachodniej części Pomorza, czyli reformacja. W Księstwie Pomorskim luteranizm zostaje wprowadzony decyzją książąt jako religia obowiązująca już w 1534 roku. W Bytowie i na ziemi bytowskiej wprowadzanie nowych porządków wyznaniowych nierozerwalnie związane jest z postacią pierwszego pastora Szymona Krofeya. Była to postać nietuzinkowa. Pochodził z dość zamożnej rodziny sołtysa w podbytowskim Dąbiu, gdzie urodził się około roku 1548. Dzięki dobrej sytuacji materialnej rodziny mógł podjąć naukę w Wittenberdze, czyli w samym centrum nowych religijnych prądów. 

Po ukończeniu studiów ok. 1570 roku zaczął pełnić obowiązki duszpasterza, a jednocześnie nauczyciela w miejscowej szkole. Najważniejsze jest jednak to, że w 1586 roku Krofey, dzięki poparciu ówczesnych książąt zachodniopomorskich Barnima X i Jana Fryderyka, wydał w Gdańsku Duchowne piesnie D. Marcina Luthera y ynszich nabożnich mężów z niemieckiego w Slawięsky ięzyk wilozone... oraz prawdopodobnie w tym samym roku Mały Katechizm. Obie pozycje wydane w „języku slawieńskim”, czyli w staropolszczyźnie z silnymi naleciałościami kaszubskimi, służyć miały kaszubskiej ludności wyznania ewangelickiego ze wschodniej części księstwa zachodniopomorskiego. Stały się też pierwszym, znakomitym pomnikiem piśmiennictwa kaszubsko-polskiego na Pomorzu Zachodnim. 

Krofey nauczał i sprawował posługę duszpasterską w „kościółku na górce”, a więc w kaplicy św. Jerzego, usytuowanej poza dawnym obrębem miasta. Choć zmarł nie później niż w 1589 roku, to jednak jego pracę duszpasterską kontynuowali kolejni pastorzy. W kościółku św. Jerzego nabożeństwa w języku polskim dla Kaszubów-ewangelików odprawiano do 1859 roku (stąd był on nazywany zwyczajowo „kościołem kaszubskim”). Potem już tylko nagrobki i pamięć społeczna świadczyły o kaszubskim rodowodzie wyznawców. Z czasem także i nagrobki zostały całkowicie usunięte…

Niestety, po ostatniej wojnie ten wyjątkowy pomnik trwania miejscowej kultury, pomnik polskości i kaszubskości miast świadczyć o przeszłości tej ziemi popadł w całkowitą ruinę. Przez wiele lat nie miał swojego gospodarza, jego wspaniałe XVII-wieczne wyposażenie wykonane przez gdańskich snycerzy i złotników zostało rozgrabione (resztki są prezentowane w bytowskim muzeum). Ostatecznie dopiero w połowie lat 80. został on przekazany wspólnocie ukraińskiej (ale wtedy były to już tylko gołe mury). 

Na szczęście nowy gospodarz przywrócił świątyni dawną świetność. Zachowane zostało historyczne wezwanie kościoła św. Jerzego oraz bryła kościoła (zyskał tylko kopułę w stylu architektury bizantyjskiej). W cerkwi pojawiło się nowe wyposażenie, ale jest też ciekawe tabernakulum z XVII wieku z cerkwi Surochów.

W 1992 roku, w ramach II Kongresu Kaszubskiego, staraniem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego na ścianie kościoła poświęcono tablicę pamiątkową pamięci pastora Szymona Krofeya. To miejsce dla Bytowa symboliczne. Przykładem niech będzie, że organizowany od 1993 roku Przegląd Dorobku Twórczości Kaszubskiej Dzieci i Młodzieży zawsze rozpoczyna się uroczystym złożeniem kwiatów pod tą tablicą, a następnie przemarszem na zamek.  

Ziemia bytowska była we władzy książąt pomorskich aż do śmierci ostatniego z Gryfitów w 1637 roku. Wtedy to, zgodnie z układem z 1526 roku, lenno lęborsko-bytowskie wróciło do Polski. Dla miejscowej szlachty oznaczało to przede wszystkim zrównanie prawne ze szlachtą polską. Akt ten miał ogromne znaczenie z punktu widzenia przetrwania żywiołu kaszubskiego na tym terenie! Miejscowa szlachta bowiem uzyskawszy tak znaczące przywileje konsekwentnie ich broniła. Tak dalece, że odmówiła złożenia przysięgi wierności elektorowi brandenburskiemu w 1658 roku, dopóki ten nie potwierdzi przywilejów uzyskanych za czasów polskich. 

Włączenie ziemi bytowskiej do Rzeczpospolitej w 1637 roku miało jednak znaczenie nie tylko polityczne i społeczno-ekonomiczne. Równie istotne było zainicjowanie procesu rekatolizacji. W ciągu ledwie dwudziestu lat przynależności do Polski katolicy odzyskali część świątyń przejętych wcześniej przez protestantów, a ponadto wiele rodzin szlacheckich powróciło do tegoż wyznania. Dzięki dwóm dekadom bezpośredniej przynależności do Rzeczpospolitej katolicyzm na ziemi bytowsko-lęborskiej przetrwał, co odróżniało ten teren od pozostałych części Pomorza Zachodniego. Szczególnie było to widoczne w południowo-wschodniej części ziemi bytowskiej w zdecydowanej większości zamieszkałej przez ludność kaszubską.

Połowa wieku XVII była bardzo niespokojna, a wojny szwedzkie przyniosły ogromne zniszczenia. Do dzisiaj na Kaszubach na określenie wielkiego bałaganu używa się powiedzenia, że „tu wygląda jak po Szwedach”. Szczególnie ucierpiał Bytów, a zwłaszcza zamek, który częściowo uległ zniszczeniu i już nigdy nie odzyskał dawnej świetności. 

Ważniejsze jednak było to, że w wyniku osłabienia Rzeczypospolitej w czasie wojen polsko-szwedzkich doszło do nadania ziemi bytowsko-lęborskiej jako lenna polskiego elektorowi brandenburskiemu (Hohenzollernowi). Krótki okres rządów polskich dobiegł końca. Formalnie lennem polskim ziemia bytowska była aż do czasu I rozbioru Polski w 1772 roku, ale faktycznie stosunek lenny nie był przez króla pruskiego odnawiany już od początku XVIII wieku. W wyniku rozbioru Bytów i okolice na trwałe zostały włączone w obręb państwa prusko-niemieckiego i pozostawały w jego granicach aż do 1945 roku. Dla miejscowej ludności kaszubskiej miało to bardzo daleko idące konsekwencje…

Przejście pod panowanie elektorów brandenburskich oznaczało znalezienie się w zupełnie odmiennych warunkach politycznych i administracyjno-prawnych. Można powiedzieć, że dla ludności ziemi bytowskiej okres po 1658 roku oznaczał nieustanną walkę o zachowanie przywilejów stanowych i odrębności ustrojowej (w przypadku szlachty) oraz opór przeciwko fiskalnemu uciskowi, który przyczyniał się do upadku gospodarczego. Właśnie trudna sytuacja ekonomiczna powodowała, że postępował proces rozdrobnienia własności szlacheckiej. W jednej z relacji z połowy XVIII wieku czytamy: „W starostwach lęborskim i bytowskim spotyka się bardzo wielu takich panków, żyjących z połowu ryb i raków (…) bądź też pełniących służbę u innych szlachciców. Dla podróżnego w tamtych stronach nie jest niczym niezwykłym, gdy mija go rycerz z siecią w ręku, a poznać można, że rycerz jedynie po szabli przypiętej do boku. Szlachta w tej ziemi jest szczególnie drażliwa na punkcie polskiej wolności, a pomorskie prawa nie mogły się nigdy w tym państewku zakorzenić”. Oczywiście, należy przyjąć, że był to obraz sarkastyczny i prześmiewczy osoby, której się zdecydowanie ta dawna „polska wolność” nie podobała. Z drugiej jednak strony obraz ekonomiczny życia drobnej szlachty daleko od rzeczywistości tu nie odbiega. A jeszcze trudniejsza była sytuacja chłopów. 

Druga połowa wieku XVIII przynosi powolne zmiany w obliczu etniczno-kulturowym ziemi bytowskiej. Przyczyniły się do tego takie działania, jak: akcja osadnicza realizowana głównie za czasów Fryderyka II (osadnictwo fryderycjańskie, w wyniku którego powstało kilka nowych wsi na ziemi bytowskiej), utworzenie w 1769 roku szkoły kadetów w Słupsku głównie z myślą o synach drobnej szlachty kaszubskiej, którą miano w ten sposób związać z państwem pruskim i dynastią, a przy okazji także zgermanizować (zdarzały się przypadki porywania synów szlacheckich i przymusowego wcielania do szkoły), rosnąca militaryzacja społeczeństwa, stały nacisk kościoła ewangelickiego na wypieranie języka polskiego z liturgii, wreszcie włączenie definitywne ziemi bytowskiej do państwa pruskiego w wyniku I rozbioru Polski, co umożliwiło likwidację panujących tu odrębności ustrojowych i prawnych. 

W tym czasie społeczność kaszubska została już na ziemi bytowskiej zdominowana politycznie, ekonomicznie i kulturowo przez społeczność niemiecką, choć trzeba też przyznać, że granice międzygrupowe w tym okresie ciągle były dość płynne. Istotniejsze niż podziały etniczne były podziały religijne (na katolików i ewangelików). To etap jeszcze przed epoką kształtowania się świadomości narodowej, choć wejście w fazę absolutyzmu oznaczało także wspieranie języka niemieckiego w życiu publicznym i w kościele. Kaszubska ludność wiejska nadal jednak mówiła przede wszystkim swoją lokalną gwarą i była do niej mocno przywiązana. Podobnie jak i do języka polskiego w kościele ewangelickim. Natomiast wśród wyższych warstw mieszczańskich i szlacheckich pozycję dominującą zdobyła niemczyzna. Stała się językiem awansu społecznego, bardziej prestiżowym i poważanym. Ale jednocześnie istotnym narzędziem prusyfikowania społeczeństwa. Sprzyjał temu także proces osiedlania się na ziemi bytowsko-lęborskiej po 1772 roku szlachty pruskiej i zachodniopomorskiej (wcześniej nie miała ona prawa nabywania na tym terenie ziemi, gdyż przysługiwało ono wyłącznie indygenom). Była to szlachta nie tylko niemiecka, ale przede wszystkim oddana pruskiej racji stanu (zresztą część z niej otrzymywała nadania od króla za szczególne zasługi dla państwa i korony). Do tego dochodził fakt powolnego nabywania ziemi przez niemieckich mieszczan. I choć nadal do końca XVIII wieku zdecydowaną większość właścicieli ziemi szlacheckiej stanowili dziedzice o kaszubskiej genealogii, to jednak procesy asymilacji postępowały, a wraz z nimi procesy militaryzacji i prusyfikacji. 

Systematyczna germanizacja szlachty z czasem wywołała taki sam proces w niższych warstwach ludności kaszubskiej. Co więcej – wielu właścicieli ziemskich, mimo kaszubskiej genealogii, po całkowitym zgermanizowaniu przejmowało metody władzy państwowej i w swoich dobrach także podejmowało, często brutalne, działania germanizacyjne. Działania te były dodatkowo wspierane przez kościół ewangelicki oraz jego szkolnictwo. Ponadto procesom asymilacyjnym wyraźnie sprzyjała modernizacja, w którą państwo pruskie wkroczyło po wojnach napoleońskich. Wiek XIX, w przeciwieństwie do burzliwego stulecia poprzedniego, był okresem bez spektakularnych wydarzeń politycznych. Przyniósł natomiast wielkie zmiany gospodarczo-społeczne. W wyniku podjętych po wojnach napoleońskich w państwie pruskim reform zmieniła się jego struktura administracyjna. Wprowadzony został nowy ustrój władz miejskich (ordynacja miejska z 1808 roku). Reformy objęły rolnictwo, szkolnictwo, armię, komunikację itd. 

Ich efekty były widoczne także w Bytowie i na ziemi bytowskiej. W 1825 roku powstała w mieście poczta konna, a w 1845 roku wybudowano nową, bitą drogę do Kościerzyny, dzięki czemu Bytów uzyskał dogodne połączenie z Gdańskiem (w późniejszych latach wybudowano lub zmodernizowano także drogi do Słupska, Lęborka, Chojnic i Miastka). W 1846 roku powstał osobny powiat bytowski (do tej pory był jeden wspólny z Lęborkiem), a dwa lata później także osobny sąd. O randze miasta świadczyły też nowe inwestycje – ratusz z 1844 roku, browar z 1849 roku, przędzalnia (1857) czy seminarium nauczycielskie, które otrzymało nowy budynek w 1859 roku. 

Powolny do tej pory rozwój miasta zaczyna przyspieszać w końcu XIX wieku i na początku następnego stulecia, m.in. dzięki uzyskaniu połączeń kolejowych ze Sławnem (1883), Lęborkiem (1902), Kościerzyną (1907) i Miastkiem (1909). W 1905 roku liczba ludności miasta przekroczyła 7000.

Niemieckie elity wschodniej części Pomorza zdecydowanie utożsamiały postępy modernizacji i rozwój cywilizacyjny z umacnianiem niemieckości i zanikaniem śladów kaszubskich. Ludność kaszubska była traktowana jako coś gorszego, cywilizacyjnie i kulturalnie mniej rozwiniętego, prymitywnego i w istocie wymagającego stałych zabiegów nad wyrwaniem z okopów ciemnoty i przywiązania do prymitywnej kultury (kaszubskiej). Tak było przez cały XIX wiek, ale korzenie tej postawy sięgały daleko w przeszłość. Skutek mógł być tylko jeden – systematyczny zanik żywiołu kaszubskiego na ziemi bytowskiej. Bardzo wymowna jest pod tym względem relacja rosyjskiego uczonego Aleksandra Hilferdinga, który w latach 50. XIX wieku prowadził badania we wschodnich powiatach Pomorza Zachodniego. Wyraźnie podkreślał w swojej relacji, że kaszubskość na tym terenie jest „szybko niszczona przez rząd, który działa za pomocą wszechmocnej dźwigni edukacji narodowej i nie waha się też niekiedy przed użyciem gwałtu dla osiągnięcia swych celów, nie tylko usprawiedliwiając je korzyściami politycznymi, lecz nawet uważając germanizację Słowian za swoją misję w walce cywilizacji z barbarzyństwem”. 

Skutki tych zabiegów cywilizacyjnych obserwował w Bytowie i okolicy, a obraz, który przekazał, był nader pesymistyczny:

„Najszybciej zaniknie narodowość słowiańska w powiecie bytowskim, stanowiącym południowy zakątek wschodniego końca Pomeranii. Powiedziałem już, że resztki ludności słowiańskiej zachowały się tam prawie we wszystkich wsiach. Ale po słowiańsku mówi tam jedynie starsze pokolenie, a razem z nim umiera słowiańska narodowość. Lud sam to rozumie. Chociaż starym ludziom smutno jest obserwować zanikanie ojczystej mowy, choć wiedzą i mówią, że rząd ma znaczny udział w wytrzebieniu u nich słowiańskiego języka, jednakże nie usłyszycie od nich, aby się na to skarżyli. Germanizacja przybrała w powiecie bytowskim takie rozmiary, że lud poddał się jej jako losowi nie do uniknięcia. Tam germanizacja już się właściwie zakończyła; nie ma już kogo germanizować, trzeba tylko poczekać jakieś dwadzieścia lat, żeby wymarło kilkuset starców, którzy jeszcze nie stali się Niemcami”.

Jego zdaniem żywioł kaszubski miał już na tym terenie niemal wyłącznie enklawowy charakter: „Na południowy wschód od Bytowa jedynie wieś Rabacino (Gröbenzin) jest w połowie kaszubska; we wsiach Ugoszcz (Bernsdorf) i Czorna Dumbrowa (Czarnadamerow) [obecnie: Czarna Dąbrowa], Osława Dumbrowa (Oslaw Damerow) [obecnie: Osława Dąbrowa], Rog (Sonnenwalde) [obecnie: Róg], Przywóz (Przywoz) jedynie niewielu starców zna kaszubski. W Sominie (Sommie) [obecnie: Sominy] słowiańska mowa zanikła zupełnie”. W takich wsiach, jak: Niezabyszewo, Tągowie, Tuchomie odnotowywał po 2-3 rodziny władające kaszubskim. Co więcej – starsi mówili mu, że jeszcze we wsiach powiatu miasteckiego na początku XIX wieku mówiono po kaszubsku, np. w Kołczygłowach. Ale potem wszystko umarło…

Sama jednak diagnoza dotycząca ziemi bytowskiej, postawiona przez Hilferdinga, okazała się nazbyt pesymistyczna! Jeszcze Stefan Ramułt w swojej Statystyce ludności kaszubskiej starał się udowadniać, że Kaszubi-ewangelicy w liczbie aż 512 przetrwali na ziemi bytowskiej do lat 80. XIX w. Łącznie liczbę Kaszubów w powiecie szacował wówczas na 4797, czyli 20,28 proc. liczby ludności według spisu z 1890 roku. Co więcej – jego zdaniem wśród katolików Kaszubi wręcz stanowili większość (4285 osób, czyli 93,64 proc. katolików w powiecie). Pisał więc: „Kaszubi stanowią tedy 1/5, Niemcy około 4/5 ogółu mieszkańców powiatu bytowskiego. Ludność kaszubska zajmuje głównie wsi południowej i wschodniej części, nadto rozproszoną jest po folwarkach całego prawie okręgu.

W całym powiecie jedna tylko wieś posiadała ludność wyłącznie kaszubską i wyłącznie katolicką. Jest nią gmina wiejska Przywóz w parafii ugoskiej, licząca 232 mieszkańców. Na 64 miejscowości, których ludność obliczoną została tutaj osobno, Kaszubi mieli przewagę tylko w 10 wsiach (Czarna dąbrowa, Grabacin, Jeleńcz, Kłęczyn, Osława dąbrowa, Piaszyn, Płotowo małe, Płotowo wielkie, Rekowo i Studzienice) tudzież w jednym obwodzie domenialnym (Jeleńcz) i w jednym przysiółku (Osówek ad Buchwałd)”.

Obliczenia Ramułta były krytykowane już w XIX wieku, a dzisiaj czynią to także współcześni badacze, szczególnie w odniesieniu do liczby Kaszubów-ewangelików. Jednak z drugiej strony warto zauważyć, że wtedy, gdy Ramułt zajmował się opisywaniem statystyki kaszubskiej, wedle prognoz Hilferdinga Kaszubów w powiecie bytowskim miało już wcale nie być. 

Tak czy inaczej należy uznać, że Kaszubi przetrwali tu w zasadzie wyłącznie jako katolicy, szczególnie w południowo-wschodniej części powiatu (parafie Ugoszcz, Niezabyszewo), choć specyfiką ziemi bytowskiej jest to, że podziały religijne nie pokrywały się wprost z podziałami językowo-narodowymi. Dokumentują to także pruskie statystyki, które jednocześnie – mimo wszystkich zabiegów manipulacyjnych pruskiej administracji, nie były w stanie ukryć, że do końca okresu zaborczego Kaszubi na ziemi bytowskiej przetrwali i to wcale w nie najgorszej kondycji. Co więcej – ludność kaszubska na pograniczu powoli kształtowała w sobie polską świadomość narodową, choć trzeba stwierdzić, że był to proces złożony, długotrwały i bynajmniej nie objął on wszystkich miejscowych Kaszubów (pamiętajmy, że ziemia bytowska tylko dwadzieścia lat należała do Polski, a związki z kulturą polską były na tym terenie nader słabe). Na pewno jednak łączność wyznaniowa oraz zdecydowanie niechętna Kaszubom i Polakom polityka państwa prusko-niemieckiego powodowały, że rosły wśród Kaszubów nastroje propolskie. 

Dało to o sobie znać wraz z zakończeniem I wojny światowej w trakcie ustalania granic państwowych. Dla zdecydowanie przeważającej w powiecie bytowskim ludności niemieckiej (tak ewangelickiej, jak i katolickiej) przynależność Bytowa i okolic do państwa niemieckiego była czymś oczywistym. Tymczasem spora grupa ludności kaszubskiej zażądała przyłączenia ziemi bytowskiej do tworzącego się państwa polskiego. Do legendy przeszedł tzw. „Marsz na Bytów”, czyli manifestacja ludności kaszubskiej 16 maja 1919 roku mająca zaświadczyć o kaszubskości i polskości powiatu. Tego dnia przebywała w mieście Międzynarodowa Komisja Graniczna, której zadaniem było wytyczenie granicy polsko-niemieckiej w terenie. Miejscowi Kaszubi pod przywództwem Jana Styp-Rekowskiego, Antoniego Szroedera i Bernarda Werry przymaszerowali pod budynek landratury (obecnie Urząd Miejski), gdzie złożyli memoriał domagając się przyłączenia Bytowa i powiatu do Polski. Z powodu jednak struktury etnicznej i dominacji ludności kaszubskiej w kilku zaledwie niewielkich wsiach postulat ten nie miał szansy na realizację. 

Powstanie nowej granicy doprowadziło wręcz do regresu kaszubskości w powiecie, co wiązało się z migracją aktywniejszych jednostek do Polski w ramach tzw. optacji. Spora rzesza Kaszubów przeniosła się do powiatów kościerskiego (okolice Wilczych Błot i Starych oraz Nowych Polaszek) i kartuskiego (okolice Szymbarku). Wyprowadzali się głównie kupcy i rzemieślnicy kaszubskiego pochodzenia, miejscowa inteligencja i niemała część gospodarzy. Z samej parafii ugoskiej do Polski przeniosło się ok. 1500 osób i byłoby ich z pewnością więcej, gdyby nie postawa ks. Roberta Pluto-Prondzińskiego, proboszcza Ugoszczy, który nawoływał i wzywał do pozostania na ojcowiźnie. 

Dzięki takim postawom znaczna część Kaszubów jednak pozostała, starając się w okresie międzywojennym rozwijać swoją działalność społeczno-kulturalną. Niestety, w warunkach Republiki Weimarskiej, a szczególnie w czasie III Rzeszy, było to bardzo trudne i prowadziło do wielu prześladowań. W konsekwencji część ludności kaszubskiej nie przyznawała się do swojego pochodzenia, a tym bardziej do polskości. Zresztą machina państwowa była nastawiona na germanizację, szczególnie młodego pokolenia, i deklarowanie odmiennej opcji narodowej niż niemiecka wymagało nie lada odwagi oraz… niezależności ekonomicznej (za deklaracje polskie groziła utrata pracy, a w warunkach przedwojennej biedy był to bardzo trudny wybór). 

Stały nacisk germanizacyjny był też podsycany specyficznym strachem przed „zagrożeniem polskim” wschodnich powiatów Pomorza. Wymowny jest tu choćby fragment memoriału landrata bytowskiego z 1927 roku, w którym pisał: „pewne niebezpieczeństwo w powiecie bytowskim leży w tym, że już 9,7 proc. posiadłości rolnych znajduje się w rękach kaszubskich. Niewątpliwie Polak przez swój brak potrzeb i swoją uporczywość, z jaką trzyma się ziemi, jest niebezpiecznym przeciwnikiem. Niemiec porzuca łatwiej ziemię, jak mu się gospodarczo nie powodzi. W walce granicznej jednak, pokazała to już niejednokrotnie praktyka, posiadanie ziemi ma decydujące znaczenie”. Tymczasem rzeczywistość była jednak odmienna – ludność kaszubska zasadniczo była znacznie uboższa i słabsza ekonomicznie niż ludność niemiecka. Posiadała też w połowie lat 20. XX wieku ok. 4000 ha gruntów ornych (administracja polska i niemiecka były tu zgodne), przy ponad 56 tysiącach w rękach niemieckich. A więc własność kaszubska stanowiła ok. 7 proc. własności ziemskiej w powiecie i liczba ta systematycznie malała w latach następnych. 

Liczebność Kaszubów w powiecie polska administracja szacowała na przełomie lat 20. i 30. na ok. 3400 osób. Ale nie potencjał demograficzny był tu najważniejszy. Najistotniejsza była aktywność, szczególnie lokalnych liderów, animujących różnorodne inicjatywy oświatowe i kulturalne. Gdy w 1923 roku powstała V dzielnica Związku Polaków w Niemczech, objęła ona trzy okręgi: kaszubski, czyli powiaty bytowski i lęborski, poznański (powiat międzyrzecki i babimojski) oraz złotowski. Siedzibą główną dzielnicy był Złotów, a jej prezesem został ks. Bolesław Domański, Kaszuba rodem z Wiela. W powiecie bytowskim działało kilka kół Związku, a najliczniejsze były w Ugoszczy, Osławie Dąbrowie i Studzienicach.

Najważniejszym przedsięwzięciem Związku było uruchomienie szkół polskich. Dzięki staraniom Jana Bauera 3 lipca 1929 roku w Płotowie otwarto pierwszą w powiecie bytowskim polską szkołę, do której początkowo uczęszczało 28 uczniów. Nauczycielem został Stanisław Ledóchowski, jednak gdy mu cofnięto prawo do nauczania na terenie państwa niemieckiego, szkoła została zamknięta (w 1932 roku).

Równie krótki był żywot szkoły w Osławie Dąbrowie – działała także między 1929 a 1932 rokiem, a jeszcze krótszy w Rabacinie (otwarto ją w czerwcu 1930 roku, a zamknięto w maju 1932 roku). 

Jedyną szkołą, która przetrwała do czasu wojny, była ta w Ugoszczy. Otwarta została 1 kwietnia 1930 r. w mieszkaniu Teodora Miszewskiego, a nauczycielem został Leon Wysiecki.

Utrudnianie działalności szkół przez niemieckich urzędników, nacisk na rodziców, proces wytoczony Janowi Bauerowi itp. działania spowodowały, że po 1932 roku wyraźnie osłabła aktywność lokalnego środowiska kaszubskiego, choć różne formy działań kulturalnych, politycznych i ekonomicznych były rozwijane do samego wybuchu wojny. 

Wojna zaś zapisała się szczególnie tragicznie w dziejach miejscowej ludności kaszubskiej. Jeszcze przed jej wybuchem spotkały działaczy kaszubskich aresztowania i wysiedlenia. Jednak skala działań eksterminacyjnych, z jaką przyszło się zmierzyć w następnych sześciu latach, nie była dla nikogo do wyobrażenia.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, jak Niemcy traktowali Kaszubów w prowincji Pommern, w tym w powiecie bytowskim, w czasie trwania wojny. Po pierwsze administracja niemiecka starała się odróżniać „Kaszubów oraz byłą mniejszość polską”, czyli tych, którzy byli zaangażowani w pracę organizacji polskich. Tych skazywano na eksterminację i konsekwentnie ją przeprowadzano, a symbolem stał się tu tragiczny los rodziny Styp-Rekowskich czy też ścięcie w Moabicie w Berlinie Antoniego Szroedera. 

Nie oznacza to jednak, że w stosunku do pozostałych Kaszubów, którzy z różnych powodów nie manifestowali swej tożsamości narodowej, polityka władz hitlerowskich przed i po wybuchu wojny nosiła jakiekolwiek znamiona uprzywilejowania. Najlepiej o zamiarach hitlerowców wobec Kaszubów mówi raport Ministra Spraw Wewnętrznych Rzeszy ze stycznia 1941 r. o sytuacji ludności polskiej w „dawnej Rzeszy”. Opiera się on w odniesieniu do Kaszubów bytowskich na doniesieniu bytowskiego landrata, który pisał: „W powiecie bytowskim zasługuje na uwagę obok około 620 polskich robotników zatrudnionych głównie w rolnictwie, również odrębna grupa Kaszubów oraz była mniejszość polska. (...) Jako politycznie niepewni muszą być tutaj traktowani ci wszyscy, którzy przede wszystkim działali w polskich organizacjach, którzy udowodnili przez swe zachowanie, że są nastawieni wrogo względem państwa i przede wszystkim ci, którzy w czasie ostatniego spisu ludności w dniu 17 maja 1939 r. uznali samych siebie za członków polskiej narodowości. W przypadku tej ostatniej grupy można tym bardziej stwierdzić fakt wrogiego względem niemieckości nastawienia, bowiem przed spisem ludności Partia i Państwo ogłosiły w formie  jednoznacznej, że wszyscy ci, którzy przyznają się do polskiej narodowości będą uznani za wrogów państwa niemieckiego. Do tej grupy należą w powiecie bytowskim 223 osoby. Są one oczywiście szczególnie ściśle kontrolowane przez policję państwową i służbę bezpieczeństwa. Również postawa pozostałych Kaszubów w liczbie około 2000 osób poddana jest obserwacji, przy czym jednak poszczególne rodziny traktowane są indywidualnie”. Co to konkretnie oznaczało? Landrat pisze dalej: „Jako Kreisleiter zarządziłem przede wszystkim, aby politycznym wychowaniem zostały objęte przez Hitler Jugend dzieci z tych rodzin. W oparciu o dotychczasowe rezultaty mam nadzieję, iż uzyskane zostaną odpowiednie sukcesy. W związku z tym zarządziłem, aby w poszczególnych przypadkach Hitler Jugend zajęło się również dziećmi kaszubskimi, których rodzice opowiedzieli się w czasie spisu ludności za polską narodowością; na nich HJ ma również oddziaływać w naszym duchu. Ogólnie można stwierdzić, że Kaszubów cechuje polityczna bezwładność”. Czy to ostatnie sformułowanie może dziwić w zestawieniu z wcześniejszymi uwagami, które w pewien sposób obrazują jak głęboka i konsekwentna była „opieka” aparatu represji nad ludnością kaszubską? Po prostu chciała ona przeżyć we wrogim sobie państwie, w warunkach strasznej wojny. Ale ta „bezwolność” i tak nie gwarantowała spokoju. Landrat postulował przeprowadzenie masowej akcji zalesiania słabych kaszubskich gleb, widząc w tym i taką korzyść dla Rzeszy: „Jeśli wreszcie znikną wsie kaszubskie, za jednym zamachem zostaną rozwiązane wszystkie występujące jeszcze trudności polityczne. W rachunek wchodzą tu wsie: Czarna Dąbrowa, Osława Dąbrowa, Studziennice, Przewóz, Rabacino, Piaszno, Łąkie, Kłączno i Płotowo”. Trudno przypuszczać, aby miejscowi Kaszubi nie wiedzieli jakie zamiary względem niej miał reżim hitlerowski. Aresztowania, wysiedlenia, egzekucje itd. naocznie im to uświadamiały.

Ale kres wojny, na który tak czekali miejscowi Kaszubi, wcale nie niósł pełnego wyzwolenia. Najpierw był strach i groza frontu.  Władysława Knosała (z d. Styp-Rekowska) z podbytowskiego Płotowa pisała w swoich wspomnieniach: „Cisza trwała do rana, 8 marca. O godzinie dziewiątej rozległy się głosy »Ruski są we wsi!« Ludzie wybiegli ich witać chlebem i papierosami. Ja nie wyszłam. Za chwilę zapukał do pokoju mały, młody żołnierz radziecki pozdrawiając »Zdrastwujtie hadziajko«. Spenetrował mieszkanie, szukał ukrytych germańców. Godzinę później dom i podwórze zaroiły się od wojaków. Każdy z nich łapał, co popadło w rękę. Istne małpy. Ciągnęli na Gdańsk poprzebierani w kolorowe szaty liturgiczne, damską jedwabną bieliznę, w rozprute wsypy pościelowe. Szli pieszo, jechali konno i na armatach ławą przez pola i jeziora, niby rozsypane mrowisko. Inni szukali kobiet, gonili za nimi, gwałcili. (...) Nocą bez przerwy grały katiuszki. Mówiono, że ostrzeliwały Gdańsk. Była to noc nie dająca się zapomnieć. Dom drżał od huku i błysków, a pies Nero wlazł ze strachu pod pierzynę i wył niemiłosiernie. Co chwilę do naszego pokoju wsuwały się kobiety ze wsi, prosząc o schronienie, gdyż we wsi był pogrom bab i strzelanina pijanych wojaków. Byli ranni i zabici”. W ilu bytowskich rodzinach zachowały się podobne obrazy!?

Potem pojawił się dramatyczny problem uregulowania statusu prawnego miejscowej ludności kaszubskiej, co warunkowało wprowadzenie choćby elementarnej ochrony prawnej przed uwięzieniem, wywózką na wschód czy też wysiedleniem na zachód. Niestety, sprawa ta przez szereg miesięcy nie była rozwiązana i między innymi z tego powodu ludność kaszubską spotkało szereg szykan, zaczynając od uwięzienia w tymczasowym obozie NKWD na zamku w Bytowie, przez wywózkę na wschód w głąb ZSRR, aż po dzikie wysiedlenia za Odrę (najczęściej połączone z odbieraniem majątku).

Weryfikacja rozpoczęła się w powiecie bytowskim w sierpniu 1945 roku. Do końca kwietnia 1946 roku, a więc do czasu wprowadzenia nowych regulacji prawnych, w starostwie złożono 2351 wniosków o przyznanie obywatelstwa, z czego pozytywnie rozpatrzono 2318. Po wejściu w życie nowej ustawy i zarządzenia wykonawczego do niej utworzono w powiecie Komisję Weryfikacyjną, która zakończyła swoją pracę 19 sierpnia 1946 roku. Łącznie do tego momentu weryfikację pozytywnie przeszło w powiecie 2426 osób, a do maja 1948 roku – 2446. W listopadzie 1947 roku liczbę ludności rodzimej w powiecie szacowano na 3707 osób (w poszczególnych gminach było to: miasto Bytów – 951, Borzytuchom – 90, Jasień – 70, Niezabyszewo – 276, Studziennice – 955, Pomysk Wielki – 77, Tuchomie – 790, Ugoszcz – 498). W 1950 roku na 19435 mieszkańców powiatu 4315 osób mieszkało tu w 1938 roku (a w powiecie tym odsetek etnicznych Niemców był niewielki). 

W skali powiatu utrzymywało się zróżnicowanie koncentracji ludności kaszubskiej. W kilkunastu wsiach stanowili większość Kaszubi bytowscy, autochtoniczni (np. Przewóz, Kłączno, Sominy, Studzienice, Osława Dąbrowa, Płotowo itd.). Były też takie wsie, gdzie obok Kaszubów-autochtonów znaczną grupę stanowili Kaszubi migranci lub też inne grupy ludności osiedleńczej, a wreszcie i takie, gdzie Kaszubów-autochtonów nie było prawie wcale lub wcale, a odsetek kaszubskich osadników wahał się od kilku do kilkudziesięciu procent. 

Wspomniana grupa Kaszubów-migrantów przyczyniła się zmiany oblicza etnicznego ziemi bytowskiej i jej rekaszubizacji. Tym samym można powiedzieć, że powojenna migracja przygraniczna była swoistym rewanżem Kaszubów na historii – powrócili oni tam, skąd zostali wyparci niemal całkowicie w toku procesu dziejowego. A było to tym skuteczniejsze, że Kaszubi z wsi położnych tuż za granicą nie traktowali ziemi bytowskiej jako terytorium obcego. Oni znali te okolice, często mieli tu rodziny, które odwiedzali. 

Oczywiście, należy podkreślić, że Kaszubi-migranci trafiali do bardzo różnych środowisk. Szli bowiem do wsi, które miały zdecydowaną większość ludności kaszubskiej-autochtonicznej (było to też o tyle ułatwione, że silne były więzi rodzinne między nimi). Ale trafiali też do wsi, gdzie nie było ludności rodzimej. I czasami w takich miejscowościach stanowili większość. Przykładem może być Borzytuchom, w którym już w maju 1945 roku na 109 Polaków (większość stanowili tam jeszcze Niemcy) było aż 91 osób z sąsiedniego powiatu kartuskiego, a 3 z kościerskiego. 

Gdy zestawi się łącznie odsetek ludności rodzimej, tj. Kaszubów bytowskich, oraz doda do tego Kaszubów, którzy przybyli zza granicy, to będzie można stwierdzić, że w kilka lat po wojnie Kaszubi stanowili z całą pewnością co najmniej połowę ludności powiatu. Była to też na pewno najliczniejsza i najbardziej wyrazista kulturowo grupa wśród osób zamieszkujących ziemię bytowską.

W realiach powojennych lokalna społeczność kaszubska, wspierana bardzo często przez osoby, które przybywały z odległych zakątków ziem polskich (przykładem może być Stanisław Kawecki, twórca Zespołu Pieśni i Tańca „Bytów”) szybko zaczęła animować lokalne życie kulturalne. Nie przerwały tego nawet trudne lata stalinowskie.

Z drugiej jednak strony los rodzimej ludności kaszubskiej w powiecie bytowskim, podobnie jak w innych powiatach Pomorza Zachodniego, był w pierwszych dekadach powojennych wręcz fatalny. Bez ryzyka popełnienia nadużycia można stwierdzić, że była ona systematycznie dyskryminowana. Nieustannie oskarżano ją o tendencje separatystyczne, niepewność i wątpliwą lojalność wobec państwa, nadmierną religijność i konserwatyzm, zamknięcie i izolację. Tymczasem dla ludności tej największymi problemami były najpierw wywózki na Wschód, później dramatyczna sytuacja ekonomiczna, wiążąca się choćby ze sporami o majątki (zdarzały się przypadki, że zostały one przejęte jako „mienie poniemieckie”), niemożnością odzyskania własnych domów czy też gospodarstw.  Co więcej – wiele rodzin przez lata było pozbawionych środków do życia. I to rodzin, których najbliżsi zostali wymordowani przez hitlerowców. Wymownym przykładem jest tu wdowa po Antonim Szroederze, która aż do 1957 roku nie otrzymała od państwa żadnej renty! 

Nie należy się więc dziwić, że autochtoniczna ludność kaszubska, tak długo poddawana działaniom dyskryminacyjnym i często znajdująca się w fatalnym stanie ekonomicznym, była coraz częściej skłonna do emigracji do Niemiec, czemu zresztą sprzyjały przyjęte tam regulacje prawne. Fala emigracji, która dotknęła szczególnie Kaszubów bytowskich, przypadła na lata 70. Ogółem wg ustaleń Karoliny Literskiej z powiatu bytowskiego w latach 1971-1973 wyemigrowało 290 rodzin, tj. 1224 osoby. W większości byli to mieszkańcy takich wsi jak Rekowo, Trzebiatkowa, Niezabyszewo, Tuchomie, Kramarzyny, Piaszno, Pomysk, Ugoszcz, Studzienice itd. Z samego Bytowa pochodziło 120 rodzin. Zdecydowanie przeważali ludzie młodzi i w średnim wieku (poniżej 50 lat). 

Z czasem na wyjazdy wpływać zaczęły nie tylko takie czynniki, jak chęć poprawienia sobie warunków życiowych i uniknięcie presji ideologicznej. Niewątpliwie oddziaływały tu także wizyty u krewnych w Niemczech, podczas których można było obserwować efekty niemieckiego cudu gospodarczego. Swoją rolę odegrał również napływ paczek zza granicy z deficytowymi dobrami. Motywami oficjalnymi była jednak deklarowana niemieckość i posiadanie obywatelstwa niemieckiego do 1945 r. Dopiero w trakcie badań okazywało się, że właśnie motywy ekonomiczne miały znaczenie podstawowe. Podobnie rzecz się miała w latach 80., już po wprowadzeniu stanu wojennego, choć motywy polityczne odgrywały tu istotniejszą rolę. 

Mimo silnych ruchów migracyjnych, które z czasem objęły nie tylko rodziny autochtoniczne, ale także Kaszubów, którzy napłynęli na ziemię bytowską z sąsiednich powiatów, społeczność kaszubska nadal stanowi istotny składnik społeczności bytowskiej. Wyraźnie dokumentują to badania z lat 80. i 90. Opierając się na nich można powiedzieć, że w poszczególnych gminach ziemi bytowskiej w jej poszerzonych granicach (wraz z gminami Kołczygłowy, Czarna Dąbrówka, Parchowo i Lipnica) odsetek Kaszubów wynosi od nieco ponad 20 do ponad 90 proc. Dla ożywienia i rozwinięcia życia kulturalnego społeczności kaszubskiej na tym terenie z całą pewnością najistotniejsze były przemiany demokratyczne po 1989 roku. Ich efektem było upodmiotowienie obywatelskie i etniczne Kaszubów, przejawiające się choćby w aktywności lokalnych oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, w udziale Kaszubów w sprawowaniu władzy w lokalnych samorządach, stałej obecności problematyki kaszubskiej w mediach, w licznych inicjatywach edukacyjnych (regionalizacja nauczania, nauka kaszubskiego w szkołach, organizacja studiów podyplomowych dla nauczycieli w Bytowie i licznych kursów dokształcających, także w zakresie używania języka kaszubskiego), we wprowadzeniu nazw kaszubskich w gminie Bytów, w żywotności kaszubskiego folkloru, w rozwijaniu inicjatyw wydawniczych (np. pierwszy kaszubski komiks), ruchu muzycznym i teatralnym etc.