Czwartkowe gospodynie


Witold Wantoch Rekowski

Od kilku lat mieszkanki Trzebiatkowej w każdy czwartek spotykają się na zapleczu swojej sali wiejskiej, by gotować według przepisów mam i babć. Ich zupa maślankowa czy kiszka kaszubska zbierają laury na konkursach i zachwyt smakoszy na wielu spotkaniach kulinarnych.

kolo gospodyn wiejskich- Kiedyś ludzie nie byli bogaci, dlatego większość dań składała się z tego, co urosło na polu, najczęściej z kaszy i ziemniaków - mówi Ewelina Lew Kiedrowska, szefowa Koła Gospodyń Wiejskich w Trzebiatkowej, kończąc obieranie ziemniaków. Jak w każdy czwartek energiczne panie krzątają się po kuchni Wiejskiego Domu Kultury. Właśnie przygotowują kluski ziemniaczane. Danie dnia powszedniego w wielu kaszubskich domach. Towarzyszą temu gwar, śmiech, rozmowy. Podczas gdy jedne trą ziemniaki, inne nastawiają garnek z wodą. - Za chwilę będziemy gotowały w nim kluski - uśmiecha się kobieta, wsypując do wody łyżeczkę soli. W drugiej części kuchni koleżanki zajęły się parzeniem kawy i herbaty. Któraś z pań upiekła w domu i przyniosła drożdżówkę. Żółte jak letnie słońce kawałki z kruszonką, starannie poukładane na dużym, płaskim talerzu, kuszą ze środka dużego stołu nakrytego kwiecistą ceratą. Gospodynie pomału zajmują wszystkie ustawione wokół krzesła.

Daremnie szukać tu luksusów, nowoczesnych urządzeń AGD czy ładnych mebli. Nie brakuje za to dobrego humoru i pomysłów na gotowanie. Podczas gdy w jednym rogu dużego stołu słodzi się kawę, w drugim kroi boczek i cebulę. Po usmażeniu posłużą do okraszenia klusek. - Robi się je podobnie jak kiszkę kaszubską, tyle że nie dodaje się kaszy. Składają się jedynie z ziemniaków i mąki. Jak ktoś ma czas, może się postarać i lepić ładne okrągłe kulki. Gdy zależy na czasie, bo mąż głodny i nerwowy siedzi już przy stole, można masę mączno-ziemniaczaną nabierać łyżką i wrzucać do wrzątku. Smakuje tak samo - zapewnia z uśmiechem na twarzy pani Halina. - Je się okraszone boczkiem i cebulą, ale można je również podać zamiast makaronu w zupie mlecznej z cukrem lub szczyptą soli. Jak kto woli - mówi z kolei pani Renata, która już od kilku lat gotuje wspólnie ze swoimi koleżankami.

 

 

kolo gospodyn wiejskichA zaczęło się od spotkania przy kawie i pogaduszek. - Pewnego razu ktoś rzucił od niechcenia - a może coś razem ugotujemy? Nie było za bardzo na czym, dlatego na początku każda z nas przynosiła na spotkania coś, co sama ugotowała w domu. Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Tuchomiu dowiedział się o naszych spotkaniach i kupił do WDK w Trzebiatkowej nową kuchenkę gazową. Wtedy wspólne pieczenie, smażenie i gotowanie zaczęło się na dobre. Na każdym spotkaniu ustalamy, co zrobimy za tydzień. Ja kupuję potrzebne rzeczy, a później się składamy - mówi Anna Garbiak, jedna z członkiń koła i pracownica WDK. Tam mieści się też siedziba gospodyń, których obecnie w kole jest kilkadziesiąt.

Nie tylko miło spędzają czas gotując. Wspólnie robią ozdoby świąteczne, organizują pogadanki ze specjalistami, podczas ferii zaś zajęcia dla dzieci i... piszą projekty. - Rok temu postanowiłyśmy sformalizować naszą działalność więc zarejestrowałyśmy stowarzyszenie. Teraz możemy starać się o unijne fundusze. Z Fundacji „Parasol” udało nam się już zdobyć pieniądze na zajęcia dodatkowe dla dzieci z Trzebiatkowej. Teraz chcemy pozyskać środki na wyposażenie naszej kuchni - mówi E. Lew Kiedrowska. Gospodynie marzą o nowej profesjonalnej kuchence, zmywarce, wyparzarce do naczyń i meblach. Dzięki nim będą mogły rozwinąć skrzydła i organizować przyjęcia.

kolo gospodyn wiejskichTymczasem kuchnia pomału wypełnia się zapachem smażonego boczku z cebulą, a na półmisku pojawiły się białe, ugotowane już kluski. Na stół trafiają talerze i sztućce. Tradycyjnie danie dnia jest wspólnie konsumowane i oceniane. - Wśród nas jest rodzynek. Przed rokiem członkiem koła oficjalnie został dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Tuchomiu Ludwik Szreder. To on jest głównym smakoszem tego, co ugotujemy - mówi A. Garbiak.

Gospodynie mają od 20 do 80 lat. Te starsze przy wspólnym garnku dzielą się tym, czego nauczyły się od swoich mam i babć. Cotygodniowe menu jest bardzo różnorodne: zapiekanki makaronowo-ziemniaczane, placek po węgiersku ze szpinakiem, zapiekana ryba czy zupa z dyni. Najczęściej jednak jest to coś z kuchni kaszubskiej i ukraińskiej. - Jesteśmy prawdziwą mieszanką. Moja mama pochodzi z centralnej Polski, tata z Kaszub. Rodzice koleżanki są z Gochów. Część ma korzenie ukraińskie. Dlatego co tydzień próbujemy czegoś innego. Ostatnio na przykład robiliśmy bulwę w bulwie - śmieje się jedna z pań, polewając ugotowane już ziemniaczane kluski tłuszczem z boczkiem i cebulą. Podczas gdy jej koleżanki zajęły się rozstawianiem talerzy i sztućców, szybko podaje przepis na bulwę w bulwie. - To taka nasza nazwa. Pamiętam, jak w domu robiły to jeszcze moja mama i babcia, które mieszkały w Bieszczadach. Potrzebne są ziemniaki. Jedną część trzeba utrzeć, a drugą ugotować i podsmażyć z boczkiem oraz cebulą. Z utartych i wyciśniętych ziemniaków robi się kółeczka. W to wkłada się trochę podsmażanych kartofli, zawija i gotuje - mówi pani Halina. - Z ziemniaków robiłyśmy też gołąbki - wtrąca stojąca obok niej koleżanka. - To typowo ukraińskie danie postne. kolo gospodyn wiejskichDo startych ziemniaków dodaje się sparzonej kaszy lub ryżu, jajko, trochę czosnku i cebuli. Jak kto lubi. Wszystkiego do smaku. Farsz zawija się jak tradycyjne gołąbki. Po ugotowaniu można podawać je ze śmietaną - mówi pani Gabrysia, popijając kawę. Specjalnością trzebiatkowskich gospodyń jest zupa maślankowa. - Rok temu na bytowskim Jarmarku Pomorskim zajęła II miejsce - mówi E. Lew Kiedrowska. Zupa była kiedyś bardzo popularna na Kaszubach. Gospodynie najczęściej gotowały ją w postne piątki. - Głównym składnikiem jest maślanka, która odpowiada za specyficzny smak. Kiedyś każda gospodyni sama robiła masło, dziś musimy ją kupować w sklepie. Ale ta również się sprawdza. Nadaje delikatny kwaśny posmak - mówi pani Halina. To ważny, ale nie jedyny składnik. - Potrzebne są jeszcze boczek, cebula, kartofle i przyprawy. Można dodać trochę suszonych grzybów i śmietany. Zaczynamy od gotowania pokrojonych w kostkę kartofli. Do garnka wrzucamy odrobinę suszonych grzybów, najlepiej borowików, ziele angielskie i liść laurowy. Całość solimy i pieprzymy. Gdy ziemniaki są już miękkie, dolewamy maślankę. W międzyczasie boczek z cebulą podsmażamy na patelni. Zasmażkę dodajemy do zupy. Trzeba tylko jeszcze zupę zaklepać mąką rozrobioną z wodą - na szybko podaje przepis pani Ewelina. Tradycją stało się już, że podczas spotkań wymieniają się przepisami. - Często w trakcie takich rozmów wychodzi, że koleżanka robi to samo danie w trochę inny sposób - mówi pani Bożena.

kolo gospodyn wiejskichJak same przyznają, czwartkowe spotkania to nie tylko wspólne gotowanie, ale również okazja do oderwania się od codziennych obowiązków. - Nawet nasi mężowie przyzwyczaili się już do tego, że w czwartek nie ma nas w domu - mówi E. Lew Kiedrowska. Wyjątkiem jest lato. Wtedy gospodynie robią sobie przerwę. - Uroczyste zakończenie sezonu mamy w Dzień Kobiet. Wyprawiamy wtedy wielki bal. Oczywiście same przygotowujemy jedzenie i ciasta - mówi A. Garbiak. - Latem jest więcej pracy w domu. Każda z nas ma też jakiś przydomowy ogródek. Poza tym są grzyby i jagody. W październiku jednak wracamy do naszej kuchni - mówi szefowa trzebiatkowskiego koła.